REWOLUCJA PRACY (107): Praca a radość życia

REWOLUCJA PRACY (107): Praca a radość życia

Pracujemy by żyć, czy żyjemy, by pracować? – to chyba pytanie retoryczne. Oczywiste jest, że chcemy cieszyć się życiem, kontaktami z innymi ludźmi, realizowaniem hobby itd. Ważna jest wolność i spontaniczność, a także poczucie władzy nad własnym życiem.

Z tej perspektywy nikt nie powinien pracować (etatowo)! Zatrudnienie na etacie powoduje wyczerpanie. A przecież chodzi o pełne radości życie, o nowy sposób życia.

Niezależnie od zarobków i wykonywanego zawodu niemal każdy z nas chce pracować, cos robić. Wolne życie jest całkowicie niekompatybilne z istniejącą dziś rzeczywistością kapitalizmu. Rozmaite ideologie są niepostępowe, bo wierzą w pracę etatową. Zamiast „skończyć z dyskryminacją w zatrudnieniu” trzeba „skończyć z zatrudnieniem”. Życie powinno być ciągłą radością, tymczasem my sprzedajemy czas naszego życia w zamian za przeżycie. Praca (zarobkowa na etacie) nie ma być bożkiem!

Dzisiaj często ludzie nie chcą po prostu pracować, chcą mieć „pracę”. Gdy jakaś osoba wykonuje wielokrotnie zadanie produktywne, to nawet, jeżeli zadanie to ma pewien ładunek ciekawości, przychodzi rutyna i nuda. A coraz więcej prac i zadań nie ma tego ładunku ciekawości – monotonia zżera wtedy kreatywny potencjał.

Praca, która angażuje energię człowieka przez zadekretowany czas, np. 40 godzin na tydzień, kosztem radości życia, jest ciężarem dla tych, którzy muszą ja wykonywać. Na dodatek – często bez wskazówek, jak ma być wykonana, dla zysku właścicieli, którzy nic nie wnoszą do tego wykonania.

Degradacja, której doświadcza większość pracowników w pracy, jest sumą wachlarza poniżeń zwanych dyscypliną. Taka dyscyplina składa się z szeregu totalitarnych kontroli na miejscu pracy typu nadzór, inwigilacja kamerami, karta zegarowa, kody dostępu, śledzenie wejść do Internetu, zakazy, raporty, wskaźniki.

Tak rozumiana dyscyplina w fabryce, biurze czy sklepie to zjawisko właściwe dla więzienia, szkoły i szpitala psychiatrycznego. Ta „zabawa w pracę” jest przeciwieństwem zabawy i radosnego życia, których cechą jest dobrowolność. Czymże innym może być praca, jeżeli jest wymuszana? Taka praca czyni z wolności pośmiewisko.

Gra i zabawa, działanie w zespole według reguł wiąże się ze szlachetnym dążeniem do rezultatów. Gracz czerpie coś z samej gry, dlatego gra. Główną nagrodą jest samo doświadczenie aktywności, czymkolwiek by ona nie była.

Oficjalna wykładnia jest taka, że my, tu, mamy prawa i żyjemy w demokracji. Inni, niestety, muszą żyć w państwach policyjnych. Są ofiarami, otrzymującymi rozkazy, których muszą słuchać. Władze trzymają ich regularnie pod kontrolą. Państwowi biurokraci kontrolują nawet drobne szczegóły codziennego życia. Wysyłają szpicli i informatorów, którzy systematycznie raportują władzom, a czyjakolwiek niesubordynacja jest karana. Ogólnie wiemy, że to jest bardzo niedobry system.

Ale to przecież nic innego jak opis współczesnego miejsca pracy. Zarówno liberałowie, konserwatyści czy libertarianie, którzy piętnują totalitaryzm, są hipokrytami. Ten sam typ żelaznej dyscypliny znajdziemy zarówno w fabryce i biurze, jak i w więzieniu lub klasztorze. Obie te grupy instytucji mogą się wymieniać doświadczeniami i technikami utrzymania dyscypliny.

W efekcie, pracownik jest częściowym (part-time) niewolnikiem. Szef mówi, kiedy mam się stawić, kiedy wyjść, co robić w międzyczasie, ile pracy jest do zrobienia i jak szybko. Z kilkoma wyjątkami szef może wyrzucić pracownika z byle powodu lub bez powodu. Ma nad nim całkowitą kontrolę i władzę, także przy użyciu sprzętu technicznego.

Odpowiadanie (samowolne) nazywane jest niesubordynacją. Jakby pracownik był głupiutkim dzieckiem. W pewnych celach nazywane to bywa demokracją lub kapitalizmem. Ale prawdziwe imię takiego systemu brzmi fabryczny faszyzm i biurowa oligarchia. Ktokolwiek mówi pracującym tam ludziom, że są wolni – kłamie lub jest niespełna rozumu. Nuda, głupota, bat – wielu ludzi odrzuca taką pracę.

Wśród menedżerów, właścicieli i pracowników szeroko rozpowszechniona jest doktryna, że praca (etatowa) jest niezbędna i konieczna. To nieprawda. W dzisiejszych czasach większość pracy jest niewiele warta lub bezsensowna. Moglibyśmy uwolnić dziesiątki milionów agentów, sprzedawców, bankierów, żołnierzy, policjantów, ochroniarzy, nauczycieli, urzędników, menedżerów, prawników i wszystkich, którzy dla nich pracują.

Z drugiej strony trzeba wziąć całą pozostałą, sensowną i użyteczną pracę i przekształcić ją w przyjemną różnorodność ambitnych zajęć, będących jak gra, służących wytworzeniu pożytecznych i potrzebnych produktów końcowych. Wtedy wszelkie sztuczne bariery władzy i własności mogłyby zostać obalone. A kreacja mogłaby się stać rekreacją.

Nieprzypadkowo sektor usług rośnie, sektor przemysłowy stagnuje, a rolnictwo kurczy się -ponieważ praca jest koniecznością egzystencjalną, pracownicy są „przesuwani” z względnie pożytecznych zawodów do stosunkowo bezużytecznych – po to, by zachować „porządek” publiczny.

Kapitaliści chcą twojego czasu. I dlatego nie możesz iść do domu. Mamy problem: wolność kontra konieczność. I tu pojawia się paradygmat produktywnej zabawy i gry, postulat efektu wygrana-wygrana. Zabawa i gra prowadzi do radośniejszego życia. Praca powinna być samorealizacją, przygodą intelektualną, budowaniem więzi międzyludzkich, radością, twórczością i wolnością.

Nikt nie powinien już nigdy pracować (jako najemnik)!