REWOLUCJA PRACY (109): Praca jako uprawnienie do…

REWOLUCJA PRACY (109): Praca jako uprawnienie do…

Czy praca, tzn. wykonywanie pracy dla społeczności (społeczeństwa) może być – albo ma być – czynnikiem uprawniającym wykonującego tę pracę do czegoś?

Kiedyś odpowiedzielibyśmy bez wahania, że tak. Kiedyś, bowiem, mieliśmy do czynienia z walką o zasoby, z gospodarką niedoboru, walką o przetrwanie. Dziś czasy się zmieniły – technologie produkcji, w tym produkcji żywności, zostały tak udoskonalone, że możemy wyżywić, odziać i dać schronienie wszystkim ludziom. Jest to kwestia redystrybucji dóbr i organizacji społeczeństwa, w tym odejścia od kumulacji niezliczonych dóbr przez nielicznych. Ziemia jest w stanie wyżywić wszystkich, jeżeli będzie mądrze zarządzana, a nie – eksplorowana rabunkowo. Sam fakt bycia człowiekiem może dawać podstawę, by uczynić zadość jego godności i szacunkowi dla życia ludzkiego – zatem zadbać, by miał minimum egzystencji (niezależnie od tego, co robi, ile robi i czy zarabia).

Ale, ale! – podniosą się natychmiast głosy oponentów, którzy zarzucą takiemu podejściu „hodowanie” nierobów i cwaniaków. Pomijam kwestię, ilu mamy dziś nierobów i cwaniaków, którzy w majestacie prawa lub w sposób mafijny bogacą się kosztem innych. Podejdźmy życzliwie do tej obawy, bo przecież zgadzamy się z tym, że nie chcemy cwaniaków, nierobów i wyłudzaczy w naszym społeczeństwie. Jak zadbać, by ich nie było? Tu dochodzimy do niezbyt korzystnej analizy obecnego stanu, który nie wychowuje ludzi pro-społecznie i według wartości humanistycznych (chrześcijańskich, prawa naturalnego itd. – jakkolwiek je nazwiemy). Czy jedyną metodą eliminacji „nierobów” miałby być strach, bat, pozbawienie podstaw życia i godności? To przecież ślepa uliczka. Widać, że się nie sprawdza.

Coraz bardziej dociera do nas prawda, że człowiek traktowany jak złoczyńca, leń, złodziej staje się gorszy, a człowiek traktowany jak przedstawiciel najwyższego gatunku na Ziemi, jak dobry i mądry współobywatel, staje się lepszy. Potwierdzają to rozmaite eksperymenty, pisał o tym Jan Paweł II (struktury dobra i struktury zła), doświadczyłem tego osobiście.

Dlatego przekonuje mnie podejście pozytywne, dające każdemu szansę nie dlatego, że powstrzymujemy się o kary i egzekucji, ale podsycamy strach i wrogą rywalizację, a dlatego, że dajemy dowód poszanowania każdego ludzkiego życia i uszanowania jego godności, stwarzając każdemu podstawy egzystencji i dając wolność do tworzenia, kreowania, budowania i wnoszenia swojego wkładu w społeczeństwo. Sam fakt zlikwidowania strachu egzystencjalnego u setek milionów ludzi spowoduje ich odblokowanie, a także zmarginalizowanie deliktów kryminalnych, wyzwolenie twórczej energii i zwrócenie się ku współpracy, kulturze, edukacji i wychowaniu.

Nie zmieni to zasady, że każdy, aby dorobić się czegoś więcej niż owo minimum egzystencjalne, będzie musiał sobie na to zapracować. Także system pewnych sankcji wobec uporczywie „wymigujących się” jest do obmyślenia – przynajmniej w pierwszym okresie nowego system, zanim nie wychowamy społeczeństwa w nowym duchu.

Nie chcę się tu rozpisywać o sankcjach, bo nie są one najważniejsze, ale znamy takie sankcje z historii ludzkości: pozbawienie zaszczytów i funkcji publicznych, pozbawienie nielegalnie zdobytego majątku (konfiskata), pula obowiązkowych prac na rzecz społeczności, wreszcie pozbawienie praw współdecydowania i głosu w debatach społecznych. To wszystko są sankcje, które nie pozbawiają człowieka podstaw egzystencji i nie uwłaczają jego godności istoty ludzkiej.

Ideałem – niestety, pewnie nierealnym – byłaby wspólnota altruistyczna, w której wszyscy wszystkim się dzielą, pomagają sobie i się sobą opiekują, a coraz wyższy standard życia osiągają razem, wspólnie. Może kiedyś ludzkie indywidualistyczne ego zostanie tak utemperowane, że będzie to możliwe – przecież takie wspólnoty istniały na naszym globie.

Póki co, trzeba będzie obmyśleć pewne sposoby oceny czy pomiaru wkładu poszczególnych osób w dobro społeczne. Mogą to być banki czasu, jakieś systemy punktowe, udział w pracach wolontariackich, społecznych, pożytecznych publicznie.

W tej naszej nowej filozofii praca nie ma być pańszczyzną, kieratem w strachu o rodzinę i zapłacenie rachunków, praca ma być radością, twórczością i samorealizowaniem siebie dla dobra społeczności.

W tym sensie praca nie powinna być warunkiem uprawnienia do czegokolwiek; do czego? – do opieki zdrowotnej, żywności, mieszkania, korzystania z komunikacji publicznej, placówek kulturalnych i oświatowych itp.

To raczej ogólne zachowanie w ramach przyjętych wartości i zasad – takich jak współpraca, pomaganie, szanowanie ludzi, ich pracy i własności, zaangażowanie i uczestnictwo w działaniach wspólnoty, wysiłek w sytuacjach kryzysowych lub zagrożenia życia, uczciwość, dbałość o środowisko naturalne, przyjmowanie odpowiedzialności i zadań – powinny być podstawą uprawniającą do korzystania ze zdobyczy i bogactwa cywilizacyjnego społeczeństwa.

Jak jest różnica między tymi dwoma podejściami: starym a proponowanym nowym? W nowym mamy takie ważne elementy:

1. Eliminację strachu egzystencjalnego

2. Nastawienie na współpracę i współdzielenie

3. Brak ciągłego „aptekarskiego”, egoistycznego rozliczania dóbr

4. Wolność do działania zgodnie z zainteresowaniami i do samorealizacji

Utopia? A może nie? Może wystarczy zmienić nieco ustaw, wprowadzić zupełnie inny system podatkowy oraz bezwarunkowy dochód podstawowy – i słowo stanie się ciałem…