REWOLUCJA PRACY (110): Praca piątkowych u trójkowych

REWOLUCJA PRACY (110): Praca piątkowych u trójkowych

Jeszcze, gdy byłem w szkole, obserwowałem pewien swoisty podział moich koleżanek i kolegów – podział na pierwszy rzut oka niewidoczny, bardzo słabo zarysowany i całkowicie przemilczany czy wręcz niedostrzegany. Pełną świadomość tego podziału uzyskałem nieco później, a dziś, gdy mam za sobą działalność edukacyjną i wychowawczą, widzę go dość wyraźnie. O jaki podział chodzi?

Otóż w każdej szkole, w każdej klasie były (są dalej…) dwie grupy uczniów:

- gromadka tych, którzy zabiegali o jak najlepsze stopnie (dramatyzując, gdy trafiła się gorsza ocena), chodzili za nauczycielami błagając o możliwość poprawy oceny, starali się spełniać nakazy i zakazy nauczycieli, czyli być grzecznymi (dziś nazwalibyśmy to poprawnością polityczną) i generalnie – mieć tzw. dobrą opinię i dobre relacje z nauczycielami (z władzą);

- grupka tych, których potocznie zwano rozrabiakami, luzakami (lub podobnie), którzy się mało martwili o opinię nauczycieli i o oceny, robili to, co ich interesowało, kipieli energią i radością życia, mieli częste uwagi, że gadają na lekcjach, nie respektowali wielu nakazów i zakazów.

Oczywiście, była jeszcze zawsze obecna grupa „po środku”, czyli ci, których trudno było zaliczyć zdecydowanie do jednej lub drugiej grupy, oraz ci, którzy raz byli tu, a kiedy indziej tam.

Efekt tego „podziału” był wyraźnie widoczny na listach ocen, w dzienniczkach uczniów, na świadectwach i w życiu szkoły:

- grupa „grzecznych” miała dużo lepsze oceny, dostawała pochwały, nagrody i wyróżnienia, szła w pocztach sztandarowych i była często „gwardią przyboczną” nauczycieli do zadań różnych;

- grupa „rozrabiaków” miała uwagi i nagany, była oceniana gorzej i uważana za trudniejszą, a szkoła albo ja tolerowała, albo pacyfikowała narzędziami przymusu.

Lecz co naprawdę działo się w tych młodych ludziach? Jak bardzo szkoła była (i jest chyba nadal) ślepa na prawdziwe przyczyny zachowań i zaangażowania w naukę. Otóż pod powierzchnią sprawa miała się kompletnie inaczej:

- ci „grzeczni” i „pilni” to byli przeważnie (nie można uogólniać) uczniowie bez silnych osobowości, pasji, zainteresowań, które byłyby dla nich ważniejsze niż same piątki i przymilanie się nauczycielom

- ci „trudni” i „rozrabiający” cieszyli się życiem, mieli swoje własne pasje, sprawy, pomysły i nie lubili nudy, szkolnej dyscypliny; roznosiła ich energia, chcieli robić coś „własnego” – zakładać zespół muzyczny, wyżywać się w sporcie, malować grafiti itd. -  podejmować twórcze i eksperymentalne działania w realnym życiu, niekoniecznie pasujące do szkolnej nudy.

Tym właściwym kryterium odróżniającym grupę „rozrabiaków” (owych trójkowych) od drugiej („piątkowych) był zespół cech kilku spośród: niezależność, odwaga, gotowość na ryzyko i posiadanie własnych zainteresowań, hobby, poczucie własnej wartości. Piątkowi tymczasem (znów – nie uogólniając) potrzebowali wciąż napędu z zewnątrz – pochwały, piątki, akceptacji nauczyciela.

Sytuacją ilustrującą tę zasadniczą różnicę w postawach obu grup, sytuacją wielokrotnie obserwowaną w różnych szkołach, jest taka scena: grupa młodzieży jest świadkiem wypadku, w którym ktoś zostaje ranny. Zanim przyjedzie pomoc medyczna, trzeba szybko ratować życie człowieka. Kto podskakuje, by to uczynić? Okazuje się, że dużo częściej robią to owi „trójkowi”, którzy nie boją się „wychylić”, nie oglądają się za siebie, wykazują się zwykłym sprytem, szybkością, zaradnością. „Piątkowych” często w takich sytuacjach coś paraliżuje, a ponieważ tu nie ma oceny i przymusu, dużo częściej pozostają bierni. Boją się ryzyka i odpowiedzialności.

Te mechanizmy i nawyki zachowań przekładają się potem, w dorosłym życiu, na pracę, przedsiębiorczość, samodzielność.

„Trójkowy” robi coś, zakłada swoją firmę, dogaduje się z ludźmi, eksperymentuje, nie obawia się, a jeśli nawet nie wyjdzie, próbuje ponownie.

„Piątkowy” szuka „posady”, prestiżu, dobrej pensji, pracy z minimalnym ryzkiem. Nie ma w nim tego imperatywu „trójkowych”, niegrzecznych „rozrabiaków”, by robić coś inaczej, po swojemu, niezależnie, bez poprawności politycznej, dla siebie, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami czy choćby widzimisię.

I mimo, że piątkowy ma dużo lepsze formalne wykształcenie, w praktycznym życiu jest bardziej bojaźliwy, ostrożny, niezdecydowany, uważający na „poprawność”, słabiej radzi sobie w zwykłym dogadywaniu się z ludźmi, współpracownikami, bo uważa się za lepszego. Przecież jest stworzony do wielkiej kariery, do wysokich stanowisk, bo przecież zawsze miał piątki i dostawał pochwały od nauczycieli, prawda?

Efektem sumarycznym jest to, że bardzo często „piątkowi” pracują potem w firmach założonych przez „trójkowych”, zżymając się – a jakże! –, że mają takich fatalnych szefów.

Dlaczego tak się dzieje? Bo nasz system edukacyjny jest przestarzały, niepraktyczny, nudny i promuje „kujonów”, „lizusów”, „średniaków” (tzn. łowców dobrych „średnich” swoich ocen), a nie uczy odwagi, odpowiedzialności, inicjatywy, przedsiębiorczości i praktycznej zaradności.

Jest oczywiście trochę wyjątków – np. w dużej korporacji, założonej przez niegrzecznych „trójkowych” sto lat temu, w której zatrudnili oni potem wielu prymusów, a ci z czasem przejęli władzę, teraz może to wyglądać tak, że owi „ustawieni” na wysokich pozycjach piątkowi w białych kołnierzykach zatrudniają zaradnych trójkowych, by biznes się nie zawalił. Ale to pozostawmy już na inne rozważania.