REWOLUCJA PRACY (30): Praca a bezrobocie

REWOLUCJA PRACY (30): Praca a bezrobocie

Wciąż słyszymy o bezrobociu. Straszy się nas tym pojęciem, wylicza, ile to procent, ile milionów ludzi jest bez pracy. To wywołuje strach o pracę i dyskomfort.

A czymże jest to pojęcie? Statystyczną bańka mydlaną? Przecież mówi się, że człowiek, który jest przyzwoity, dobrze wychowany, pracowity, odpowiedzialny (za rodzinę, za siebie) i ma jakieś cele, zawsze znajdzie sobie pracę – te czy inną. Tego uczyli nas nasi dziadkowie i ojcowie. Pracy jest wokół pełno. Trzeba cos naprawić, pomalować, zbudować, zadaszyć, naostrzyć, ugotować, posprzątać, skonstruować, zmontować itd. W tym sensie jest pracy w bród – w Polsce trzeba remontować stare budynki, budować autostrady i mosty, odśnieżać ulice, urządzać skwery i parki, prowadzić badania naukowe, instalować Internet, uczyć ludzi używania programów komputerowych i setki innych. Dlaczego nie organizuje się tych prac, wykorzystując tzw. bezrobotnych? Dawniej istniały roboty publiczne, przy których zatrudniało się chętnych bez pracy. Można też pomagać ludziom zakładać własną działalność gospodarczą i tworzyć klimat, w którym ludzie nie będą się bali jej prowadzić – upraszczając przepisy, podatki i obsługę biurokratyczną prowadzenia działalności.

A tymczasem słyszymy o rzeszy bezrobotnych. Kto to właściwie jest – bezrobotny?

Czy to matka, która niańczy, karmi, przewija małe dziecko, pierze, haruje całą dobę, ale „na zewnątrz” nie ma żadnej pracy? Czy to ktoś, kto szuka wygodnej posady po skończeniu nauki? Czy to cwaniak, który melduje się jako bezrobotny, a na czarno robi różne interesy? Czy to ktoś, kto „wpadł” lub „wypadł” z jakiejś „szufladki” urzędniczego zaszeregowania? Przecież statystyka (tzw. współczynnik bezrobocia) to czysta fikcja – nie wiadomo, kogo to obejmuje – no, bo nie obejmuje wielu de facto bezrobotnych, a obejmuje wielu takich, co pracują, ale na czarno. To jest urojona statystyka.

Jeśli zatem nie wiemy, co pokazuje współczynnik bezrobocia, to przestańmy się nim w ogóle interesować. Zwróćmy natomiast uwagę na kilka istotnych aspektów:

- tworzenie psychozy bezrobocia i zastraszanie nim ludzi, nas wszystkich

- marnowanie ogromnych pieniędzy na zasiłki dla bezrobotnych, na urzędy pracy i programy „zwalczające bezrobocie”, zamiast przeznaczyć je na edukację, wsparcie i roboty publiczne

- relacje między zasiłkami a najniższa płacą – niektórym nie opłaca się pracować, a „opłaca się” być oficjalnie bezrobotnym – taki system to po prostu demoralizacja

- brak w systemie szkolnym jakiegokolwiek przygotowania biznesowego (biznesplan, podstawy finansów, umiejętność dobierania pracy zawodowej do swoich predyspozycji, negocjacje, sprzedaż, marketing itp.) oraz kształcenie biernych i zastraszonych „pracowników etatowych”.

- generowanie bezrobocia przez idiotyczną politykę makroekonomiczną, która wyniszcza polskie przedsiębiorstwa (np. ulgi podatkowe dla firm zagranicznych, sprzedawanie i potem zamykanie wielkich zakładów, rujnowanie małych zakładów, sklepów itp.)

- brak wielu specjalistów, rzemieślników, bo „nie opłaca się naprawiać i robić ręcznie”, a wszystko „trzeba kupować nowe” z taśmy wielkoseryjnej; zamiast wymienić zawór wymienia się cały silnik, zamiast zszyć lub skleić kupuje się nowe buty; coraz trudniej znaleźć szewca, kaletnika, zduna, zegarmistrza i wielu innych cennych fachowców.

To dzisiejsze państwo jest podstawowym generatorem bezrobocia, bo ludzie zorganizowaliby się oddolnie, lokalnie, rodzinnie, spółdzielczo. Ale cały system prawny i ekonomiczny jest nastawiony na wielkie korporacje i nie wspiera drobnego biznesu ani jego rozwoju.