REWOLUCJA PRACY (36): Praca a demokracja, cz. I

REWOLUCJA PRACY (36): Praca a demokracja, cz. I

Demokracja to rządy ludu. To władza ogółu ludzi z równymi prawami.

Niby takie proste, prawda? A ileż wieków trwało zrównanie ludzi wobec podstawowych praw człowieka? Ile trwało zrównanie ludzi w prawach obywatelskich i politycznych? Jak niedawno, dopiero w XX wieku prawa wyborcze zostały przyznane kobietom.

Czy to wszystko? Dziś niemal każde dziecko wie, że rządzi ten, kto ma pieniądze i siłę ekonomiczną: właściciele globalnych ponadnarodowych korporacji, banków i organizacji gospodarczych.

Prawodawstwo i programy wyborcze zdają się na nic, bo rządzi pieniądz. Wszystko można rozgłosić, rozreklamować, spopularyzować, „sprzedać” ludziom czy zalobbować, jeśli ma się wystarczająco dużo pieniędzy.

Zatem, jeżeli drobna część ludności świata dysponuje ogromnymi zasobami ekonomicznymi i finansowymi, a dziewięćdziesiąt kilka procent populacji ludzkiej zarabia na bieżące potrzeby „od pierwszego do pierwszego” i mieszkanie lub też ewentualnie na skromną emeryturę i wyjazd wakacyjny, to mamy do czynienia z sytuacją nierównowagi społecznej, ponieważ możliwości oddziaływania społeczno-politycznego obu grup diametralnie się różnią. A wtedy demokracja jest wypaczona.

Dlatego, aby mówić o prawdziwej demokracji, trzeba zaimplementować równość praw cywilnych, politycznych i ekonomicznych, czyli zbudować demokrację na trzech filarach:
- demokrację cywilną
- demokrację polityczną oraz
- demokrację gospodarczo-finansową.

Ta ostatnia generuje postulat równości praw ekonomicznych do owoców pracy i własności, o czym pisałem już wcześniej. Rozproszenie własności gospodarczej (fabryk, maszyn, biurowców itd.) oraz podział owoców pracy (zysków) między wszystkich uczestników procesu wytwórczego stworzyłoby sytuację zrównoważonych szans przebicia się ze swoimi ideami, programami, postulatami wszystkim ugrupowaniom społeczno-politycznym.

Możliwa byłaby wtedy autentyczna umowa społeczna, sens miałyby wybory przedstawicielskie, przebiłyby się idee i rozwiązania lepsze, odpowiadające większej liczbie ludzi, a nie wąskiej grupie oligarchów.

Oligarchizacja jest zaprzeczeniem demokracji. Jest władzą możnych, którzy „kupują” nasze umysły, odpowiednio preparując przekazy medialne, manipulując informacjami, przekupując decydentów pochodzących z wyboru.

Zbudowanie trwałej i dojrzałej demokracji jest uwarunkowane oraz nierozerwalnie połączone z demokracją ekonomiczną i równomiernym rozkładem bogactwa w wyniku podziału owoców pracy.