REWOLUCJA PRACY (37): Praca a demokracja, cz. II

REWOLUCJA PRACY (37): Praca a demokracja, cz. II

Bogaci, najmożniejsi tego świata uważają chyba, że praca jest dla maluczkich, i to też nie dla wszystkich. Realizowany jest jakiś plan, zakładający istnienie kasty bogatych rządzących, ubogich pracujących i biednych wymierających. Pracujący mają siedzieć cały dzień w pracy, by nie mieć czasu na myślenie o reformach i na protestowanie przeciw niesprawiedliwości. Inni mogą głodować lub umierać. Dlatego topione są całe statki z żywnością.

W roku 1903 powstała w USA tzw. Rada Edukacji Narodowej (General Education Board), której założycielem była Fundacja Rockefellera. „Celem fundacji General Education Board było wykorzystanie siły pieniądza nie po to, aby podnieść poziom edukacji w Ameryce, jak powszechnie w tym czasie wierzono, ale aby wpłynąć na kierunek tej edukacji. (…) Jej celem było wykorzystanie szkoły do nauczenia ludzi pasywnego nastawienia i uległości wobec rządzących (…), ukształtowanie obywateli, którzy są dość wykształceni, aby pod nadzorem wydajnie wykonywać swoją pracę, ale nie dość, by kwestionować autorytet władzy bądź dążyć do przekroczenia granicy własnej klasy. Dostęp do prawdziwej edukacji miał zostać ograniczony do synów i córek elity.” (G. Edward Griffin, w „The Creature from Jekyll Island”).

I dostęp ten został ograniczony. Tylko nielicznych było i jest stać na studia na renomowanych uniwersytetach i prestiżowych instytutach.

Ta nierównowaga rozpoczyna się na etapie edukacji i formowania człowieka do pracy zawodowej, a potem jest starannie pilnowana i powiększana. Jakże można mówić o demokracji, jeżeli jedni mają doskonałe wykształcenie, dostęp do informacji, ułatwiony start zawodowy i krocie pieniędzy, a drudzy przebijają się całe życie przez trudy, znoje, pracę i jej szukanie, finansowe wiązanie końca z końcem i spłaty kredytów, szum informacyjny, bełkot i propagandę mediów ???

To jak gra planszowa, gdzie kilku wesołych graczy bawi się ogłupianymi tłumami, armiami i całymi narodami.

„Widzimy tu podejście sprzed ponad 100 lat, podejście elity bogatych Amerykanów, pewnie najbogatszych ludzi świata, którzy – jak się wydaje – planowali program nauczania zgodny z ich potrzebami, ale niekoniecznie z potrzebami uczniów. (…) Choć takie podejście zrodziło się ponad 100 lat temu, nie należy do przeszłości (…) jest też powodem blokowania edukacji finansowej do dziś. Nie musisz nic wiedzieć o pieniądzach, skoro Twoim przeznaczeniem jest po prostu być trybem w czyjejś maszynce do robienia pieniędzy albo robotnikiem na plantacji kogoś innego.” (Robert Kiyosaki, „Spisek bogatych”, IPE 2010, str. 59-60)

Bez zmiany paradygmatu edukacji, bez podniesienia pracy do roli równoprawnego partnera kapitału, bez reformy mediów i dostępu do informacji demokracja będzie fikcją: wybory są plebiscytem sympatii i/lub popularności polityków, decyzje i inwestycje podejmuje się w interesie partykularnych grup i lobby, życie społeczno-polityczne jest nieprzejrzyste itd. itp.

Ogromne rzesze przyzwoitych i pracowitych ludzi są przygniecione na co dzień albo pracą zawodową po 10 i więcej godzin dziennie, albo brakiem pracy i biedą. I jedni, i drudzy tkwią jakby w chocholim tańcu, bez radości i satysfakcji z życia. Nie mają czasu, siły ani ochoty na działania obywatelskie, społeczne czy polityczne. Są sprowadzani do roli „masy wyborczej”, „siły roboczej” lub „mięsa armatniego”.