REWOLUCJA PRACY (60): Praca a dobrobyt i zasób dóbr

REWOLUCJA PRACY (60): Praca a dobrobyt i zasób dóbr

Czym jest dobrobyt? To pojęcie, którym nas próbują hipnotyzować, wykorzystując tylko jedną jego część znaczeniową. Dobrobyt, bowiem, to nie dużo pieniędzy i bogactwa materialne. Dobrobyt to przecież po prostu dobry byt, to szczęśliwe i wolne od kataklizmów i niewoli życie, to ład moralny i godne życie bez płaszczenia się, zaprzedawania i nacisków. Dobrobyt, jako pojęcie, został wypaczony – mamy bowiem pojęcie dobrobytu materialnego i dobrobytu społeczno-moralnego. Ten ostatni jest ważniejszy. Wykazują to wszelkie badania i dyskusje: dla pracownika ważniejsze są porządek moralny i sprawiedliwy system płac w firmie niż bezwzględna wysokość wynagrodzenia; dla mieszkańca osiedla ważniejsze są porządek na osiedlu, dobre zarządzanie, uczciwość zarządu osiedla, solidarność społeczności, pomoc sąsiedzka niż bogactwo jego domu czy mieszkania.

W tym sensie dobrobyt to także dobra praca: ciekawa, rozwijająca, dająca przestrzeń do inwencji i kreatywności. To dobre stosunki w miejscu pracy i w miejscu zamieszkania.

Jest na świecie wystarczająco dużo dóbr do wyżywienia, odziania i zakwaterowania wszystkich ludzi. Problemem nie jest niedostatek dóbr na naszej planecie, lecz ich zawłaszczanie i kumulowanie przez niewielu. Cyrkulacja dóbr, inaczej czasem nazywana redystrybucją, jest wstrzymywana, manipulowana, ograniczana dla zysku. Znacie historie z zatapianiem statków pełnych żywności.

Uczciwa, humanitarna dystrybucja podstawowych dóbr jest fundamentem życia bez strachu, fundamentem funkcjonowania zdrowych społeczeństw. Uprawnienie do partycypowania w owej dystrybucji powinien mieć każdy, kto respektuje prawo naturalne, zasady moralne i daje swój wkład w życie społeczności. Praca dla społeczności staje się, więc, kryterium i legitymizacją korzystania z dóbr. Korzystania godnego, bez strachu, bezwarunkowego – już o tym pisałem, gdy rozważaliśmy wypłatę podstawowej pensji każdemu, bez względu na to, co robi – tak, aby ludzie nie żyli w ciągłym strachu egzystencjalnym.

Ciekawym przykładem takiego rozwiązania jest wspomniana już przeze nie wspólnota „Walden Two” opisana przez wybitnego psychologa-behawiorystę, B.F. Skinnera. Tam każdy może wykonywać różne prace, byle zgromadzić wyliczoną dla każdego dorosłego liczbę punktów w określonym okresie czasu.

Przy takim rozwiązaniu – kiedy to każdy działający na rzecz społeczności i dobra wspólnego nie musi się martwić o podstawy egzystencji – rozkwitałby wolontariat, pasje ludzi, badania naukowe i wspaniałe warsztaty wynalazców, kwitłyby osiedla, ogrody, działoby się tyle wspaniałych rzeczy, a ponadto ludzie mieliby czas na zaangażowanie się jako obywatele w demokrację.

Trzeba rozróżnić w tym kontekście pracę dla społeczności i dla siebie. Ta pierwsza to coś, co powinno być wynagradzane, to wkład w rozwój społeczności, w jej bogactwo duchowe, kulturowe, estetyczne itd. Ta druga to prywatne bogacenie się, do którego każdy ma prawo, ale to jest wtedy jego prywatna sprawa, która nie powinna być bardziej „wynagradzana” niż praca dla społeczności. Utopia, naiwność, pomyślisz, Czytelniku… Nie zgadzam się z tym, jest wiele przykładów na to, że to właśnie może tak funkcjonować, trzeba tylko stworzyć odpowiednie ramy, ramy dla wolnego i pozytywnego rozwoju kreatywnych społeczności, a nie systemy niewolniczego i finansowego wyzysku.

Tymczasem praca jest w wielu regionach „dobrem luksusowym”, staje się niejako szantażem wobec najemnych (etatowych) pracowników: „zrobisz coś dla nas” lub „będziesz posłuszny” albo „przymkniesz na pewne rzeczy oczy”, to dostaniesz trochę (więcej) dóbr lub pieniędzy. Dobrze płatne „posady” są zarezerwowane w tych wypaczonych systemach dla „swoich”, dla „bmw”, dla „grzecznych”.

Praca powinna być rozumiana jako twórczy i pozytywny wkład w rozwój i życie społeczności, a nie jako środek do bogacenia się. Praca nie może robić z nas zakładników i niewolników. Dóbr jest dosyć, by wszyscy z nich mogli godnie korzystać.

Praca ma być priorytetem przed spekulacjami, grami giełdowymi, pomnażaniem kapitału martwego (finansowego) dla samego pomnażania (właściwie trzeba by wprowadzić zakaz spekulacji i gier giełdowych) – a ku temu trzeba stworzyć ramy legislacyjne, podatkowe, finansowe, monetarne i demokratyczne.

Praca ma być realizowaniem siebie, pasją, a równocześnie kryterium zaangażowania społecznego – naukowego, socjalnego, wychowawczego, kulturalnego, organizacyjnego, oświatowego, inżyniersko-technicznego, ekologicznego itd.

Powstaje pytanie, co zrobić z „leniuchami” i „cwaniakami”. To zawsze jest jakiś problem. Jednak wierzę i mam przykłady na to, że z czasem każdemu doskwiera marginalizacja, bezczynność i poczucie bezużyteczności – trzeba każdemu dać szanse i różne możliwości. Dla „wiecznie niepoprawnych” zaś zawsze istnieją formy takie jak roboty publiczne czy „karne hufce pracy”.

Są kraje, gdzie przez dziesięciolecia ludzie żyli bez zamykania domostw „na klucz”, bez kradzieży i bez potrzeby tworzenia policji. Wszystko jest funkcją ram, w których się poruszamy. O „strukturach dobra” i „strukturach zła” pisali już mądrzejsi ode mnie, w tym Jan Paweł II. Trzeba nam tylko mocnej wiary i utworzenia tych dobrych ram, a strach zniknie, praca się uwolni, a każdy będzie miał co jeść i w co się odziać.